środa, 22 listopada 2017

Zapowiedź prosto z WWA oraz line-up na imprezie 11 LAT ZA DEKAMI


LINE-UP


DJ LAZY ONE (Alkopoligamia)

Lady No.1 wśród naszych sobotnich gości. Członkini Alkopoligamii. Dzięki determinacji poszerza swój warsztat skilli, a oddycha kulturą Hip-Hopową już od wielu lat. Ostatnio jej cuty pojawiły się na płytach Pjusa i Kuby Knapa.


DJ BEREDSON (Aloha Entertainment)

Adept warsztatów Scratch Dealers u DJ Anusza, prowadzonych u Youyki w pamiętnym Step Dealers. Młody, ambitny zwycięzca konkursu Spinlab X Prosto, którego set możecie sprawdzić na ich profilu. Aktualnie związany z Aloha Entertainment koncertując z Proceente. W sobotę na pewno możemy liczyć z jego strony na woski z klasycznym samplowanym bitem.



DJ GRAM (Dill Gang)

DJ Gram jest nietuzinkową postacią. Swoje pierwsze kroki w hip-hopowej kulturze stawiał jako nawijacz wersów, potem producent bitów, aż odkrył zajawkę w graniu imprez z czarnych płyt, które wcześniej kolekcjonował. Poznałem go podczas jednej ze Skrecz Sesji i od początku zaskoczył swoim stylem skreczowania. Ostre, precyzyjne, przemyślane cięcia crossfaderem i rozbudowane patterny na looperach o bardzo zróżnicowanym metrum. Jego podrapane cuty znajdziecie na płytach Bilona, Ryfy Ri, Hudego HZD czy Żarego JLB, jak również spotkacie go na scenie podczas koncertów. Posłuchajcie 3x NIE Blendtape nagrany ze Szwedem SWD - https://soundcloud.com/szwedswd/sets/dj-gram-x-szwed-swd-x-joint.



DJ INVENT (Wasabi022/Alkopoligamia)

Po raz pierwszy zobaczyłem go podczas Turntable Contest w Toruniu i udowodnił tam, że ksywka zobowiązuje. Przekracza granice możliwości gramofonów, jak i posiada okazały repertuar, który wprawia parkiet w zachwyt. Sprawdźcie jego singiel ze zwrotką od samego KRS-1. Może poleci w najbliższą sobotę?



DJ EKLEKTIK SELEKTAH (KokaFellaz)

DJ Placka Slice, khy.. Eklektik Selektah podczas smakowitego grania u Pizza Boys. Zapalony poszukiwacz groove'u we wszelkiej maści gatunków. Bartek rozprzestrzenia swój pozytywny sposób bycia podczas audycji Beat Kultura razem z Adelix Ostaszkiewicz na falach Radio Kampus w każdy wtorek o 23:00.



DJ HOMER (KokaFellaz)

Mistrz ciętego dźwięku nie tylko na hiphopowych uderzeniach membrany. Jedne z ważniejszych cutów jakie posadził na ścieżkach Homer wprowadzają do posse cuta, który przeszedł już do historii - "A Pamiętasz Jak?" z aż 17-oma raperami.



DJ KEBS (Spinlab DJ School)

O tejże postaci można napisać wiele, ale nie wystarczy mi tutaj miejsca na wymienienie wszystkiego co on dokonał. Specjalista od składania skreczowanych wersów aka word cutów, producent, zasłużony DJ koncertowy i klubowy. Związany z zespołem HiFi BANDA, jednym ze szczytowych momentów w jego karierze była kompilacja "Prosto Mixtape DJ Kebs" na 4. pozycji listy OLiS w kategorii najlepiej sprzedających się albumów w Polsce. Współpracował również z zagranicznymi raperami jak D.I.T.C., Reks czy mocno szanowany przeze mnie Gift of Gab. Współzałożyciel z FALCON1 nowoczesnej szkoły dla turntablistów (i nie tylko) w tym kraju Spinlab Dj School działającej od 2013 roku. Eklektyzm jego setów poznacie już w najbliższą sobotę.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Konkurs na 11-lecie za dekami



Elo, macie archiwalne zdjęcie swojej hiphopowej stylówy "na rapie" albo myślicie już nad retro dresscode'em na naszą imprezę? Wklejcie je nam na wallu wydarzenia Anusz, Finger i Goście - 11 lat za dekami / lista FB free 23:00 z tagami #djanusz #djfinger #11latzadekami w opisie, a my spośród wszystkich osób, biorących udział w zabawie, rozlosujemy podczas imprezy trzy następujące zestawy fantów:

- mixtape Andrzej Zaucha "Magia to ja", nagrany przez DJ Anusz i Błażeja Górniaka
- płyta-niespodzianka od Aloha Entertainment* / AlohaSklep.pl
- zajawkowa odzież od marki KIDS&ADULTS

Warunkiem odbioru nagród jest oczywiście fizyczna obecność na losowaniu 25.11 w LOCAL na Mokotowie :) Serdecznie zapraszamy do udziału, 5!

11 lat za dekami - jubileusz DJ Anusza i DJ Fingera



Ani się obejrzeliśmy, a za stalowymi kołami w klubach szalejemy już od 11 lat. Wiele się w tym czasie wydarzyło i wiele się nauczyliśmy, ale jedno pozostaje niezmienne - niegasnąca zajawa by kultywować prawdziwy DJing i serwować Wam najlepszy groove na planecie Ziemia!

DJ Anusz i DJ Finger zapraszają na wspólne świętowanie tego pięknego jubileuszu z oczkiem. Cała sytuacja rozegra się w gościnnych progach Localu na Mokotowie, a wyjątkową atmosferę i wyszukany repertuar pomogą nam stworzyć licznie zaproszeni DJ-e i Mistrzowie Ceremonii! 

Na ten moment swoją obecność potwierdzili:

Gramofony :
DJ Beredson (Aloha Entertainment)
DJ Gram (Diil Gang)
Dj Lazy One (Alkopoligamia)
Eklektik Selektah (KokaFellaz)
Homer (KokaFellaz)
TBA

Mikrofony :
Proceente (Aloha Entertainment)
Skajs (MC, host i dobry duch imprezy)
TBA

Dołączajcie śmiało do wydarzenia i dajcie znać swoim ziomalom - stay tuned!


Anusz & Finger ft. Goście (TBA) - 11 lat za deckami
25.11 | Local Na Mokotowie 
ul. Sandomierska 13 wejście od ul. Rejtana
Start 20:00
Wjazd do 23:00 LISTA FB za FREE / 23:00 - 10zł


niedziela, 5 listopada 2017

Flying Steps i ich życiowa walka



Legendarna już ekipa breakowa z Niemiec - Flying Steps, których większość z nas poznała z klipu Music Instructora - Supersonic na zagranicznym kanale muzycznym, podsumowuje wieloletnią obecność na scenie w dokumencie Flying Revolution - The Story Of A Lifetime Battle. Ich historia sięga 1993 roku kiedy Vartan i Kadir założyli ekipę w Berlinie, a teraz w ich akademii tańca uczy ponad 30 instruktorów jak Benny, Lil Ceng czy Rubber Legz. Aktualnie pokazują swoje umiejętności w show Red Bull'a - Flying Illusion i zawitali niedawno na warszawskim Torwarze. Trailer pojawił się w necie w marcu tego roku, zobaczymy czy po ich wojażach dostaniemy info o premierze.

czwartek, 19 października 2017

Wall Writers (2016) Reż. Roger Gastman


Jest to niewątpliwie jeden z ważniejszych dokumentów o początkach graffiti, choć nie za bardzo lubię używać tego słowa. Reżyser skupia się w nim na właściwych początkach ulicznej aktywności writerów, o których - w kilku przypadkach - usłyszałem pierwszy raz właśnie w "Wall Writers".

To obraz w szczególny sposób przedstawiający fenomen "ulicznych pisarzy". Do głębszej analizy dojdzie być może na łamach naszego blogu, ale sam fakt, że autor zawarł w nim informację o Flowersie, budzi moje wielkie zainteresowanie.

Przypomnę, że Cameron Flowers znany po latach jako Grandmaster Flowers, już około roku 1967 przemierzał ulicę NYC z markerem w dłoni. Według Proffesora X (X Clan) Flowers był pierwszym taggerem, którego pseudonim widniał we wszystkich częściach Wielkiego Jabłka (all the city).





czwartek, 5 października 2017

Street Justice: The Bronx


Inspirowana życiem detektywa Ralpha Friedmana opowieść o najbardziej brutalnych latach w historii NYC. Ralph od lat 70-tych ub.w. odbywał służbę w 41-wszym dystrykcie, niesławnym Apache. Dokonał około 2,000 aresztowań. Był świadkiem wydarzeń, które ukształtowały hip hop.

Sądząc po trailerze, będzie to obraz bardziej brutalny i realistyczny niż cukierkowy The Get Down.

DISCOVERY CHANNEL'S "STREET JUSTICE: SOUTH BRONX" SEASON 1 REEL from J. Fisher on Vimeo.

Początki sztuki fonograficznej w Polsce.


Wraz z rozprzestrzenianiem się maszyn mówiącym naturalnie wzrastało na nie zapotrzebowanie. Brak jakiekolwiek zaplecza przemysłu fonograficznego próbowano zastąpić wytwórstwem chałupniczym w kilku anonimowych, niewielkich warsztatach – wytwórniach w Warszawie. Pierwszych takim zakładem nagrywającym wałki fonografów była Fonotypia Krajowa, założona przez F. Rafalskiego. Rafalski opanował nietrudny wówczas proces utrwalania dźwięku. Udoskonalił niektóre elementy przyrządu zapisującego i techniki nagrań na tyle by rozpocząć zawodowo działalność przemysłową. Nagrywał utwory instrumentalne na orkiestrę z repertuaru polskiego oraz wokalne z tekstem polskim i rosyjskim o wysokich ambicjach. Rafalski eksperymentował nad ulepszeniem sprzętu służącego do wytwarzania wałków, znacząco podniósł także jakość i głośność produkowanych nagrań. We wrześniu 1900 roku w sprzedaży pojawiły się opatentowane przez niego membrany. Był także pomysłodawcą pierwszego polskiego fonografu - Wirtuoz, który wg samego autora, wyróżniał się „niebywałą czystością, naturalnością i siłą (…) dorównywał tak zwanym koncertowym aparatom, gatunkiem jednak reprodukcji przewyższał je”. 23

Rafalski był producentem nagrań, całe zaś przedsięwzięcie finansował zakład optyczno – mechaniczny Stanisława Straussa z Warszawy. Wytwórnia zajmowała się jako pierwsza w kraju naprawą maszyn mówiących. Niestety brak jakichkolwiek informacji o repertuarze Fonotypii Krajowej. W ostatniej dekadzie XIX na terenie Warszawy powstała prawdopodobnie pierwsza wytwórnia fonografów Akustikon.

Na początku XX wieku wyrobem gramofonów zajmowały się zakłady pokrewnych specjalności mechanicznych i pracownie instrumentów muzycznych oraz inne zakłady, powstające już tylko w celu wyrobu tego aparatu. Jeden z pierwszych polskich producentów urządzeń kinotechnicznych T. Jaros zajmował się od roku 1910 także produkcją gramofonów. Na Krakowskim Przedmieściu znajdowała się Fabryka Metalowa Stanisława Żbikowskiego. Zatrudniała 10 pracowników, którzy obsługiwali odlewnie i zakład mechaniczny „gdzie wyrabiano figurki metalowe i wykonywano wszelkie roboty z zakresu mechaniki precyzyjnej, a więc części mechanizmów, całe przyrządy, a także reperacje aparatów fotograficznych, gramofonów i innych urządzeń. (…) Nie ustalono czy jego zakład ograniczał się tylko do napraw”.24

Niejaki Michał Jakubowicz około roku 1910 otworzył fabrykę gramofonów w Warszawie, która przetrwała lata wojenne. Takich podobnych zakładów na terenie Warszawy było prawdopodobnie bardzo dużo. W 1912 roku były szef filii T-wa Gramofon w Warszawie uruchomił T-wo Fabryki Gramofonów.

Z roku 1909 pochodzi pierwsza wiadomość o Krajowej Fabryce płyt gramofonowych, Ariophon, która tłoczyła dwustronne płyty, zaś wybór nagrań zapewniały bezpłatne, drukowane spisy. Niewielki zakład zatrudniał siedem osób, prawdopodobnie istniał jeszcze w roku 1913. Na peryferiach Warszawy znajdowała się także fabryka płyt gramofonowych Maksa Thomasa ‘Fabryka płyt gramofonowych i masy do takowych’. Zakład ten był wyposażony w cztery wanny do galwanizacji płyt oraz wszystkie narzędzia do ich produkcji: duży silnik parowy o mocy 100 koni mechanicznych i 48 pras hydraulicznych. Poziomem wyposażenia dorównywała największej polskiej wytwórni – Syrenie Record, zatrudniała natomiast więcej - niż tam – pracowników, bo 120.25

Wytwórnia płyt M. Thomasa była dziwnym zakładem. Nie ustalono jakichkolwiek jej związków z określoną marką płyt. Sam właściciel przedsiębiorstwa także tego nie ujawnił. Natomiast w roku 1915 podczas obowiązkowej lustracji zakładów przemysłowych znaleziono tam ponad 11.000 miedzianych płyt, matryc o wadze około 1.000 pudów.26 Produkowane płyty były pozbawione markowego znaku firmy, co wyjaśnić można przypuszczeniami o to, że firma produkowała płyty na zamówienie miejscowego kupiectwa.

Warszawa jako centrum kulturowe Królestwa Polskiego szczyciło się posiadaniem największej ilości fabryk produkujących płyty. Do listy tych wczesnych należy dodać Sfinks Grand Record, która prawdopodobnie korzystała z pomocy przedsiębiorstwa Maxa Thomasa. Została założona przez braci Józef i Maurycy Rosenwasser w sierpniu 1913 roku.27

Nasza duma powojennej piosenki – Mieczysław Fogg swoją pierwszą płytę nagrał w fabryce Polska Płyta. Zważywszy na rok urodzenia Fogga (1901) przypuszczam, że dokonał tego w okresie międzywojennym. Siedziba fabryki znajdowała się tam, gdzie po latach umiejscowiono redakcję gazety – Życie Warszawy. Z relacji piosenkarza, wyłania się dość prymitywny i mało profesjonalny obraz tej wytwórni: Z jednej ze ścian wystawała dziurkowana trąba; do jej końca – w sąsiednim pomieszczeniu – była przymocowana membrana nagrywająca utwór.”28 Odległość między ustami wykonawcy a tubą była uzależniona od wysokości tonacji, im niższa tym artysta musiał zbliżać się do tuby. Ta unikalna, stanowiąca ‘zapis studiów śpiewaczych’29 Mieczysława Fogga płyta, została zniszczona w czasie Powstania Warszawskiego.

Fogg, który już za młodu podróżował po świecie, koncertując, na krótko przed wybuchem II Wojny Światowej zakupił w USA maszyny służące do nagrywania płyt – zamierzał bowiem założyć własną wytwórnię płyt. Działania Niemców jednak przeszkodziły mu w tym ambitnym planie. Marzenie swoje spełnił w roku 1946 powołując do życia Fogg Records. Jednym z jego bliższych współpracowników był Józef Zawadzki, były kierownik techniczny w Syrena Electro.

Do najpoważniejszych przedsięwzięć w rodzimej fonografii z czasów jeszcze zaborowych, należy uznać utworzoną w roku 1904 w Warszawie firmę „Ideal”. Ta skromna fabryka od samych początków działała na skalę przemysłową. Po roku działalności w europejskiej prasie ukazały się reklamy Ideal wydane przez niemiecką firmę Beka. Badaczom nie udało się jednak ustalić powiązań z warszawską firmą. Już w roku 1905 na łamach Kuriera Porannego pojawiła się taka oto reklama: „Patentowane Płyty Gramofonowe na obie strony nagrane, pierwszej w Kraju fabryki Towarzystwa „Ideal”. Repertuar obszerny. Spisy płyt wysyła się na żądanie gratis”.30 Repertuar wytwórni obejmował nagrania polskie, które jednak tonęły wśród masy rosyjskojęzycznych nagrań. Wysiłki oraz zdobyte doświadczenie zaowocowały powstaniem Syreny Record, ale to już oddzielny rozdział w historii rodzimej fonografii.


  1. Cyt za: Kazimierz Wodziński, ‘Początki sztuki fonograficznej w Królestwie Polskim w latach 1878 – 1918 na tle jej światowego rozwoju’, Łódź, 1974, str. 292
  1. Cyt za: Kazimierz Wodziński, ‘Początki sztuki fonograficznej w Królestwie Polskim w latach 1878 – 1918 na tle jej światowego rozwoju’, Łódź, 1974, str. 395
  1. Kazimierz Wodziński, ‘Początki sztuki fonograficznej w Królestwie Polskim w latach 1878 – 1918 na tle jej światowego rozwoju’, Łódź, 1974, str. 418-419
  1. Pud – rosyjska jednostka wagowa, odpowiednik 16,38 kg.
  1. Kazimierz Wodziński, ‘Początki sztuki fonograficznej w Królestwie Polskim w latach 1878 – 1918 na tle jej światowego rozwoju’, Łódź, 1974, str. 419
  1. M. Fogg, ‘Od palanta do belcanta’, Iskry, Warszawa, 1976, s.46
  1. M. Dariusz, ‘Powróćmy jak za dawnych lat... czyli historia polskiej muzyki rozrywkowej (lata 1900-1939)’, Iskry, Warszawa, s. 562.
  1. Kurier Poranny, 1905, nr 2, s,. 1

sobota, 30 września 2017

Pierwsze ślady fonografii na ziemiach Królestwa Polskiego


Przez bardzo długi czas Europa pozostawała poza zasięgiem zainteresowań powstającego w USA przemysłu fonograficznego. W tym czasie rynek europejski zależny był wyłącznie od dostaw pochodzących z fabryk amerykańskich, obsługiwanych przez Edison-Bell Co. w Londynie.


Gdy dowiedziałem się o pracy doktorskiej pana Kazimierza Wodzyńskiego, traktującej o fonografii na ziemiach polskich w XIX wieku, byłem mocno zaskoczony faktem istnienia tej gałęzi przemysłu w ‘moich kraju‘ w tak odległych czasach. Po tym jak przeczytałem w/w pracę okazało się, że wzmianki te dotyczyły jedynie nagrań na wałkach woskowych. Jednakże postaram się poniżej opisać wiele znaczących i unikalnych faktów.


Mimo, że Królestwo Polskie znajdowało się pod zaborami to dzięki zagranicznym czasopismom, stałym korespondentom i zagranicznym kontaktom docierały na jego ziemie informację o fonografie. Koniec XIX wieku był okresem prób nad udoskonaleniem technologii konstrukcji nowych typów mikrofonów oraz wynalezienia fonografu – maszyny, która miała zmienić postrzeganie sztuki. Dr Julian Ochorowicz nie bez kozery zresztą pisał: „Żyjemy w epoce fonicznej”.12


W 1871 roku dzięki staraniom Władysława Wiślickiego zostało powołane Warszawskie Towarzystwo Muzyczne, mające na celu sprawowaniem pieczy nad wszelkimi muzycznymi wydarzeniami w kraju. Organizacja ta jest odpowiedzialna także za szereg działań służących upamiętnianiu polskich wykonawców w tym wybudowanie pomnika Chopina w Żelazowej Woli.13


Pierwsze płyty gramofonowe oraz maszyny odtwarzające były dostępne w pierwszym w Kraju i Głównym Składzie Gramofonów przy Magazynie Optycznym Gustawa Gerlicha w Warszawie.

Najnowsze nowinki techniczne były obecne podczas występów różnych wędrownych grup objeżdżających miasta Europy. W tamtych czasach takie przedsięwzięcia odgrywały niebanalną rolę w życiu społecznym wielu miast i wiosek. Można nawet rzecz, że były jedną z niewielu okazji do rozrywki dla zubożałych klas społecznych. Grupy te „zatrzymywały się na placach i w miejscach zabaw ludowych, dając widowiska pod gołym niebem, pod namiotami, czasem pod dachem wynajętego doraźnie lokalu. Z mroku pokrytych kurzem bud wędrownych wynurzały się egzotyczne postacie Dahomejów, autentycznych lub ucharakteryzowanych Indian, ludzi – monstr, brodatych kobiet, chłopców o lwiej twarzy, karłów i olbrzymów, magików, linoskoczków, szybkobiegaczy, ludzi połykających ogień. (…) Wędrujące przedsiębiorstwa rozrywkowe pełniły potrosze w tych czasach funkcję najbardziej dostępnych ośrodków popularyzacji nauki, czy też pseudo-nauki. Krajowi i cudzoziemscy przedsiębiorcy rozrywki chętnie włączali fonografy do bogatych zbiorów.”14 Takie właśnie przedstawienia cieszyły się szerokim zainteresowaniem publiczności. Poniższa reklama pochodzi z jednej z prezentacji fonografu, która miała miejsce w Warszawie:


„Od niedzieli 6 lutego 1881 r.W UniwersumNa Nowym Świecie nr 3Druga zmiana wszystkich widoków panoramy /…/Tudzież nowo nabyty, ulepszony, olbrzymiFONOGRAF EDISONAOraz żyjąca dziewczyna bez kadłuba.Wejście 30 kop., dzieci płacą połowę.15

Niezaprzeczalnie do rozprzestrzenienia się sławy fonografu przyczyniły się objazdowe widowiska. Do najpopularniejszych magików, iluzjonistów i prestidigitatorów warszawskich należał niejaki pan Wł. Rybka. Ten podążający za postępem, pomysłowy i bardzo pracowity jegomość bardzo szybko zainteresował się fonografem, który stał się jego główna atrakcją. Wkrótce założył swój własny teatrzyk, działający na ulicy Miodowej 18 w Warszawie. Dnia 15.02.1900 odbył się ostatni publiczny pokaz fonografu na ziemiach Królestwa Polskiego.  Zaproszono na nie przedstawicieli środowiska artystycznego oraz dziennikarzy, odbyło się w redakcji Kuriera Porannego. Soliści Teatru Wielkiego (Adam Didur, Wiktor Gąbczawski, Janina Kordlewiczówna, Teodor Roland) występowali kolejno przed tubą mikrografu utrwalając tym samym ten historyczny moment. Każdy nagrany wówczas utwór był od razu odtwarzany. Wydarzenie zostało skomentowane przez dziennikarzy następująco: 



„Dźwięki bez śladu nieuniknionego dotychczas syczenia i szumu. (…) Fonograf najlepiej jednak odtwarzał deklamację, natomiast produkcję wokalne wypadły gorzej. (…) Prawie równocześnie demonstrowano w Warszawie znacznie mniej znany gramofon Berlinera mimo, że oba rodzaje aparatów znajdowały się już w sprzedaży.”16

Anonimowy pamiętnikarz tak oto opisał wrażenia z pierwszego swojego kontaktu z gramofonem: 



„Pierwszy prawdziwy gramofon widziałem z bratem około roku 1900. Mieścił się na Krakowskim Przedmieściu, róg Miodowej na pierwszym piętrze. Całe tygodnie reklamowano ten naprawdę epokowy i fantastyczny wynalazek. Za 20 kopiejek można było zobaczyć i usłyszeć cudowny głos jaki oddaje ten aparat. Długo namyślaliśmy się, ciekawość jednak przemogła (…) Idziemy do kasy, a tu na schodach ogon jak dziś do kina, kilkudziesięcioosobowy. Zanim dopchnęliśmy się do kasy minęło dobre pół godziny. Zmęczeni i spoceni, ale szczęśliwi, wchodzimy wreszcie do dość dużej sali, w której stały ławki a mniejszą jej część odgradzała drewniana balustrada. Tam na dużym stole ustawiono skrzynkę. Z niej wychodziła tuba, tak wielka jak ta, od której rozpadły się mury starożytnego Jerycha. Gdy sala zapełniła się, i to szczelnie, wyszedł jakiś ubrany na czarno jegomość z uroczą miną, zaczął przemowę, że to jest szczęśćcie dla Warszawy móc oglądać i słyszeć tak fenomenalny aparat. (…) Przemowa trwała dobrych kilka minut, (…gdy wreszcie) przemawiający powiedział: „Proszę państwa o absolutną ciszę. Uwaga, zaczynamy!” Zakręcił korbą.Przez dłuższy czas wydobywały się z tuby syki i warczenia (...) w końcu słyszeć się dało jak ktoś śpiewa arię z Trubadura ‘O Eleonoro’ przy czym tak strasznie wył, że nawet kilku Carusów nie dałoby mu rady. (…) Szumy, warczenia i syki trwały co najmniej dziesięć minut, sam śpiew ze 3 minuty (…) ‘Seans skończony, proszę państwa’ – powiedział obsługujący. Wyjście było gdzie indziej. Wszyscy wyszli, my też. A innym wyjściem kazano wychodzić, aby nowe ofiary, stojące pod kasą i drzwiami, nie dowiedziały się (niczego) od wychodzących…”17

Szerokie zainteresowanie mówiącymi maszynami następuję od roku 1890 – od pokazów Schnabla podczas wystawy rzemieślniczej Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie. Od tej pory przywiązywano szczególną wagę do wszelkich krajowych i zagranicznych wystaw przemysłowych, rolniczych, ogrodniczych etc., gdyż stanowiły one szansę na przekształcenie gospodarki krajowej z rolniczej na przemysłowo – rolniczą.Zdecydowanie początki prezentowanych maszyn mówiących opierały się na zysku płynącym z naiwności ludzi chcących doświadczyć tego cudu techniki. Nie wszyscy jednak posiadali w sobie dość sprytu i zdolności marketingowych by móc prowadzić działalność gospodarczą, opartą na sprzedaży usług fonograficznych. Sami wychodzili więc z maszynami na ulicę, w poszukiwaniu potencjalnych zainteresowanych. I tutaj do spopularyzowania fonografu przyczynił się warszawski folklor tak głęboko zakorzeniony w obyczajach katarynkowych. Jeden z pamiętnikarzy tak zapamiętał te malownicze wydarzenia:



„Chodzili po podwórkach z niedużą, ciemnoczerwoną skrzynką. Stawiali ją na ziemi i wołali: ‘Najnowszy, czarodziejski wynalazek. Za jedne pięć kopiejek można posłuchać cudu techniki’. Kiedy znalazło się kilku chętnych, którzy chcieli zaryzykować tak dużą sumę, kazali im stanąć wokół tego aparatu, po czym każdemu wetknęli w ucho gumową rurkę zakończoną jakimś aparacikiem. Gdy już wszyscy zatkali sobie ucho rurką – ‘mistrz ceremonii’ wołał: ‘Uwaga proszę słuchać!’ Coś tam pokręcił w aparacie. Kto miał dobry słuch i jeszcze go wytężył, słyszał coś w rodzaju muzyki, ale bardzo cichutkiej, często przerywanej. Trwało to kilka minut.”18 

Opisana historia miała miejsce prawdopodobnie pod koniec XIX wieku.O dziwo pokazy fonografów nie były jedynie domeną wędrownych grup czy inicjatywą prywatnych inwestorów. W roku 1903 miała miejsce rzecz wręcz niebywała. Dzięki staraniom lekarza i kapelana więzienia w Płocku, ich podopieczni mieli niemałą przyjemność uczestniczyć w „szeregu pogadanek, których tematem były np. nowele Orzeszkowej19


Po czym przyszła pora na muzyczną ucztę – koncert gramofonowy (w repertuarze muzyka taneczna). Nic więc dziwnego więc, że więźniowie bawili się dobrze.Z uwagi na historyczną ciekawostkę postanowiłem krótko opisać proces cenzury płyt gramofonowych, jaki miał miejsce na terenie Cesarstwa Rosyjskiego. Od roku 1907 nastąpiła wzmożona reakcja Moskwy nad wszelkimi formami twórczej aktywności. Organizacje społeczne pozbawione zostały praw legalnego istnienia. W jednym z rosyjskich biuletynów bibliograficznych pojawiła się rubryka ‘konfiskata i reszty.’Policyjnej kontroli nie uniknęły także płyty gramofonowe. Największe podejrzenie wzbudziły nagrania słowne. W roku 1911 minister spraw wewnętrznych Zołotariew zwrócił się do parlamentu z propozycją wprowadzenia cenzury na płyty gramofonowe. W jednym z czasopism pojawiła się nawet, jako protest, satyryczna oda pt. „Na zwycięstwo nad gramofonem".:  



„Czy znasz ty wielki straszny bicz?
Czyś słyszał dźwięk dławiący tlen?
Dusza podobno gdzieś człowieka,
on niebaczno nuci pieśń! 
Nieślubny prawnuk arystonu 
I kuzyn kinematografu,
Pod mroczną nazwą gramofonu Niewola buntu Rosję skuła. 
Dźwięczą w nim nawet srebrne trele
Jak zardzewiałej stali zgrzyt
Zagrzmi on czasem Marsyliankę
Czasem zaś ‘hurra’ krzyknie głos …
Patriotyczny duch narodu
Z odrazą słyszy buntu zew 
Trzeba więc poddać go cenzurze. 
Tak chce mosje Złotariew.
Artykuł sto dwadzieścia dziewięć
Zuchwałe paszcze zamknie w krąg
Poznasz przeklęty gramofonie
Co znaczy władza mocnych rąk!
Mając w kaganiec strojną gębę
Zwycięstwo prawa wszędy głoś
Skomląc: „Wybaczcie, już nie będęNie będę więcej, wasza mość”.20 

Odpowiedź rosyjskiego ministra była prosta: „Przy pomocy jednej płyty można rozpowszechniać przemówienia treści polityczne wśród szerokich mas ludności”.21


Senat jednak nie potraktował o dziwo jego przesłanek poważnie. Jednak Z. czynił dalsze starania w kierunku ocenzurowania nośników, czego wynikiem było przyrównanie nagrań do wydawnictw prasowych. Od tej pory żaden tekst literacki współautora nie mógł się ukazać w nagraniu dźwiękowym bez zezwolenia urzędu cenzorskiego. W kraju (Rosja), w którym olbrzymia większość nie umiała pisać, zakaz takich publikacji równał się z brakiem dostępu do kulturowych i informacyjnych dóbr. Na terenie Królestwa Polskiego zasięg cenzury obejmował kontrolę nad słowem drukowanym i wygłaszanym publicznie oraz nad publikacjami sprowadzanymi z zagranicy. Warto także w kilku słowach opisać wątek początków prawa autorskiego. Prawo o własności literackiej i artystycznej uchwalone podczas rewolucji październikowej ustawą z dnia 19 lipca 1893 roku regulowało prawa do własności wszelkich autorów -malarzy, pisarzy etc.Pierwsze akty prawne dotyczące własności autorskiej w imperium Rosyjskim pochodzą z lat 60-tych XIX wieku. Była to konwencja literacko - artystyczna zawarta między Rosją i Francją (1861) oraz Rosją i Belgią – 1862.W roku 1867 ukazało się orzeczenie senatu, że prawo do ‘płodów umysłowych stanowi szczególnego rodzaju stosunek prawny. Od tej pory termin prawo autorskie pojawia się coraz częściej. W roku 1869 prawa te zostały rozciągnięte na Królestwo Polskie. Artykuł 420 Kodeksu Cywilnego brzmiał tak, że bez pozwolenia osoby, która jest właścicielem danego dzieła, nie można tego dzieła kopiować, drukować oraz opracowywać go na inne instrumenty. 22

  1. Cyt. za K. Wodziński, ‘Początki sztuki fonograficznej …’, Łódź, 1974, str. 204
  1. Olgierd Straszyński, „Muzyka Polska”, 1938, str,. 58
  1. Cyt za : K. Wodziński, ‘Początki sztuki fonograficznej …’, Łódź, 1974, str. 422
  1. Cyt za: K. Wodziński, ‘Początki sztuki fonograficznej …’, Łódź, 1974, str. 423
  1. Cyt za: K. Wodziński, ‘Początki sztuki fonograficznej …’, Łódź, 1974, str. 425
  1. Cyt za: K. Wodziński, ‘Początki sztuki fonograficznej …’, Łódź, 1974, str. 426
  1. Cyt za: K. Wodziński, ‘Początki sztuki fonograficznej …’, Łódź, 1974, str.. 427
  1. Cyt za: K. Wodziński, ‘Początki sztuki fonograficznej …’, Łódź, 1974, str. 427
  1. Cyt za: K. Wodziński, ‘Początki sztuki fonograficznej …’, Łódź, 1974, str. 437
  1. Cyt za: K. Wodziński, ‘Początki sztuki fonograficznej …’, Łódź, 1974, str.. 437
  1. Kazimierz Wodziński, ‘Początki sztuki fonograficznej w Królestwie Polskim w latach  1878 – 1918 na tle jej światowego rozwoju’, Łódź, 1974, str. 441

sobota, 23 września 2017

czwartek, 3 sierpnia 2017

Kidd Creole (Furious 5) oskarżony o morderstwo bezdomnego!

Nie chcąc upodabniać się do plotkarskiego poziomu polskich mediów, nie sposób nie poinformować o szokującym fakcie, o którym dowiedziałem się dziś rano przy porannej kawie.

Kidd Creole, brat Melle Mela należał do pierwszej ekipy Grandmastera Flasha - Three MC's. (Melle Mel, Kidd Creole, Cowboy). W świecie hip hopu obecny od ponad 40-su lat, w czasach oldschoolowych jamów Kidd znany był z korzystania z 'echo chamber'. W roku 2007 Grandmaster Flash & The Furious 5 jako pierwszy zespół rapowy dołączył do grona  Rock & Roll Hall of Fame.

Kidd Creole obecnie pracował jako ochroniarz. Wczoraj wieczorem podczas rozmowy z bezdomnym (55-cio letnim John Jolly, znanym policji z przestępstw na tle seksualnym) doszło do sprzeczki, w wyniku której, Jolly został śmiertelnie ugodzony nożem.

Kidd Creole usłyszał zarzut morderstwa drugiego stopnia.

O wyniku śledztwa będę regularnie informował na łamach naszego blogu.

środa, 26 lipca 2017

Rap Day, Warszawa, RUN DMC 05.04.1997




Przez wielu zgodnie uznawane za najważniejsze wydarzenie hip hopowe lat '90-tych. Festiwal który nie tylko zaprezentował gwiazdę i legendę muzyki rap RUN DMC, ale też pierwsze rapowe ekipy z Warszawy, Łodzi i innych miast.

Dzisiaj podobne wydarzenia zrzeszają równie wielką ilość fanów, jednak głód muzyki oraz chęć poznania ludzi o podobnych do siebie zainteresowaniach, jest nieporównywalnie mniejszy. Rok 1997 to okres formowania się pierwszych ekip, z których część zawiązała się już podczas Rap Day w warszawskim Colosseum.

Piąty kwietnia roku 1997 był dla fanów rapu wydarzeniem nie małej skali. Wszak chłopaki z Queens nie byli pierwszymi amerykańskimi raperami z USA (kilka lat wcześniej odwiedził nas Ice T, Beastie Boys czy undergroundowa ekipa z Filadelfii 100x Posse), jednak znaczenie i oddźwięk, jaki pozostawił po sobie jest niebagatelny.


Bboys Solo (drugi z prawej) z P'AM.


Już od wczesnych godzin popołudniowych okolica Colosseum zgromadziła pierwszych uczestników. B-boys, tancerze lockingu oraz writerzy, którzy kolorem ubogacili mury wokół klubu.

"(...) mogli pochwalić się swoim graffiti na murze wokół dyskoteki, zaprezentować kompozycje muzyki mechanicznej i układy taneczne." - tak to opisał jeden z dziennikarzy. Ciekawe co miał na myśli pisząc o muzyce technicznej, czyżby beat box?

Dziennikarze różnie przedstawiali relację, w większości jednak przeważa ironia a nawet lekka pogarda dla nowego nurtu. Któż z nich mógł przypuszczać, że po kilku latach rap trafi do telewizji a b-boys i b-girl zaczną udzielać pierwszych poważniejszych lekcji tańca w ośrodkach MDK-u. "Rap to amerykańska muzyka a hip hop to jej polski odpowiednik" kilka lat temu usłyszałem to zdanie z ust wykładowcy specjalizującego się w muzyce. Dziennikarze przez wiele lat nie dostrzegali fenomenu hip hopu lub spłycali jego esencje do rozrób i nałogów, paradoksalnie winszując tego typu zachowania rock'n'rollowcom.



Organizacją Rap Day zajął się Ś.P. Tadeusz Paradowicz, realizator dźwięku związany z kinematografią i teatrem. Duża impreza równa się duże problemy logistyczne. Z powodów finansowych na scenie nie pojawił się związany ze szczecińskim środowiskiem bboys, pochodzący z Niemiec DJ Poetic Rock. Kilka polskich ekip miało również spore problemy z finalizacją kontraktu.

Sobotni wieczór piątego kwietnia, sala warszawskiego klubu wypełnia się powoli, by w szczytowym momencie pomieścić pięć tysięcy osób. Muzyczny plan imprezy zapowiadał się następująco: występy wyłonionych na bazie konkursu zespołów, koncerty ugruntowanych rapowych rodzimych ekip (Kaliber 44, WYP-3, Bolec), pokazy taneczne (nie bitwy!) Scrap Beat oraz Heart Attack Squad (Decó, Śliwa, Ś.P. Derbot, Trace), To Hard To Broken (Piotr Cymbaluk, Korek aka Pastor, Domel, Ś.P. Łuki), Broken Steps, Sonic Squad. Z Broken Steps przyjechali ich ziomale z pierwszej szczecińskiej ekipy writerów United Clan (Xman, Djmb/bboy, train/, Dugi/bboy, train/, Halon, Ramon i Sixa znanego później jako Ten/Manson) oraz Broken Glass z Kielc.

Impreza miała charakter komercyjny, występy bboyowe były jedynie dodatkiem, elementem tworzącym hip hopowy klimat, który nie był zbytnio odczuwalny. To czasy przełomowe, dzikie i czystej zajawki na hip hop. Każdy chciał pokazać swoje umiejętności, trzymał ze swoimi. Eldoka wspomina podobnie, każdy patrzył spod byka na inne ekipy, jakby na potencjalne zagrożenie. Sytuacja zmieniła się z biegiem czasu, w miarę popularności rapu. Scena taneczna jednak od zawsze odróżniała się brakiem podobnych scesji. Bboys i Bgirls znali się z turniejów, mimo różnic i odległości między nimi, tworzyli jedną rodzinę. Trzymali sztamę.


"Podczas prób przed imprezą wyszedł nascenę jakiś Murzyn, wszyscy bboys myśleli, że to ktoś z RunDMC i robili sobie znim foty. My się śmialiśmy, bo kumaliśmy, że kompletnie nie podobny do nikogo.Okazało się, że to ich ochrona wyszła sprawdzić co jest, a ludzie jarali się,że mają zdjęcie z RUN DMC." - Decó

Decó z legendarnej grupy Stylowa Spółka Społem znajdował się pod samą sceną, by po raz pierwszy w życiu być jak najbliżej króli rapu (King of Rap) i dotknąć buta Runa. W przyszłości będzie rozmawiać z niejedną legendą muzyki włącznie z Jamesem Brownem, jednak ten moment gdy stojąc pod sceną z uniesionymi do góry rękoma i z powodu napływającego tłumu, będzie musiał trwać w takiej pozycji przez dłuższy czas, zapamięta na lata.

Solo, szczeciński bboy związany z grupą Scrap Beat, opuszczał mury swojego skromnego mieszkania, był łasy na każdy wyjazd. Dla młodego chłopaka z niezbyt zamożnej rodziny, który otrzymał zaproszenie na występ podczas tak prestiżowego wydarzenia, był czymś szczególnym. Oficjalny pokaz tańca na imprezie, na której główną gwiazdą miała być grupa, której nagrania dotychczas trafiały do niego przez znajomych w postaci przegrywanych kaset i VHS'ów. 

Już po występach konkursowych zespołów przyszedł czas na koncerty głównych polskich składów. WYP3, K44 oraz Bolec, które odbywały się na zasadzie wymiany : koncert - pokaz bboys. Wraz z Broken Glass na parkiecie pojawił się Zajka z WYP3, którego był to prawdopodobnie ostatni taneczny występ. Podkład muzyczny był przygotowywany przez każdą ekipę i puszczany przez Dat'a. Volt'a i Feel-X'a oraz DJ Krime - koncertowy dejot Bolca.

  




DJ Poetic Rock, tak wspomina ten dzień:
I remember Rap Days in Warsaw. I think it was the first RUN DMC Performance ever in Poland.I got offered to be the Support DJ / Opening act for Run DMC months before. At the end, it didn’t happen because we couldn’t find a financial agreement. I went to Warsaw with some friends on my own, to meet some people and to check out the concert. When I arrived to the concert hall, I saw many graffitis outside. A long wall was painted with tags, throw ups and pieces.When I entered the concert hall, I got offered again to warm up the stage. But I didn’t like to. From the now perspective, a mistake, but in that particular time, I started to make a living of my music, and it was impossible for me, to play somewhere without any payment. Thats why, I decided not to open for the group.The concert was almost sold out and RUN DMC did a very solid and nice performance. I saw RUN DMC before in 1991, in my hometown. I knew their performance will rock.We had a nice evening that day. I met a few people I knew from the Hip-Hop Jams before. I remember, I did some photos with RUN DMC and Scrap Beat. But I lost the photos. I met Jam Master Jay that evening. A very humble and friendly guy. He inspired me much.
Poniżej zapis krótkiego, aczkolwiek treściwego wywiadu z Robertem D.


DzS: Jak odbył się Twój występ i ile trwał? 


Słyszałem, że występy amatorskie odbywały się na między występami K44, WYP3 i Bolca.Występy amatorskie rozpoczęły całą imprezę. Oczywiście jak to w życiu bywa, rozpoczynali zwycięzcy konkursu, którzy powinni się cieszyć, że w ogóle grają, potem poszły zespoły z owych układów i ustaleń. Na sam start wytypowano duet owych lasek. Pamiętam, że się bidne bardzo tremowały. Po nich wszedłem na scenę ja.Wcześniej na szybko ustaliłem jeszcze z dj-em, jednego z warszawskich składów, żeby mi robił scratch'e, ponieważ nie miałem swojego dj-a. Gdy wszedłem na scenę, uderzył mnie prosto w oczy, snop reflektorów. W zasadzie nie widziałem publiczności. Czułem się jakbym rapował w pustą przestrzeń, żadna przyjemność. Odegrałem na pewno dwa utwory, a może trzy. Nawet mi poklaskali, nie wygwizdali. Po amatorach dopiero zagrały K44, WYP3 i Bolec..
Cała impreza składała się z trzech części programowych. W pierwszej, był blok wykonawców amatorskich. W drugiej grały ówczesne gwiazdy polskiego rapu, a w trzeciej już samo Run DMC. Gwiazdy polskie z tego co pamiętam, to; Bolec, Kaliber 44, Wzgórze Ya Pa 3 i chyba Edytoriał. Te zespoły były najpewniej już zakontraktowane odgórnie przez swoich wydawców. Z koleji, w bloku amatorów, było ok. 10-ciu wykonawców, między innymi; Thinkadelic, Mistic Molesta (póżniej Molesta Ewenement), Trzy Ha, 2CW. Z tego co wywnioskowałem wówczas, to tylko duet owych dziewczyn i ja, zostaliśmy wybrani w ramach ogólnopolskiego konkursu, jako wykonawcy spoza Warszawy, pozostali wykonawcy pojawili się tam chyba za sprawą jakiś wcześniejszych ustaleń czy układów z organizatorami. Zakładając, że poza mną, duetem tych lasek, Thinkadelic oraz pewnym Polakiem z Niemiec (P'AM), cała reszta tego bloku była z Warszawy, można przypuszczać iż pojawilisię oni tam właśnie za sprawą wspomnianych ustaleń. Zważywszy, że ich poziom wykonawczy był miejscami mizerny, ale o tym poniżej.



DzS: Pamiętasz jak wyglądał konkurs, który miał wyłonić najlepszegrupy?



O konkursie dowiedziałem się na ok. 2 miesiące przed imprezą z programu muzycznego, który był emitowany chyba w Polsacie, ale jak się nazywał ów program, kompletnie nie pamiętam. Usłyszałem w nim, że można wysyłać kasety demo z nagraniami rapowymi, a wyłoniony drogą konkursy amatorski wykonawca, zagra podczas koncertu Rap Day, przed samym Run DMC. Pamiętam, że kasety miały być wysłane chyba na adres Rozgłośni Harcerskiej, i to tam dokonano wyboru wykonawców. Wybrano dwóch; duet dziewczyn (nazwy nie pamiętam) oraz mnie. Przypominam sobie jeszcze, że o zwycięstwie w tym konkursie dowiedziałem się od mojego przyjaciela, którego stacjonarny numer podałem do kontaktu, gdyż w moim mieszkaniu był jakiś chwilowy problem z telefonem.


DzS: Czyli był to program Druha Sławka.



Być może, a najpewniej tak.. A program Polsatu, w którym się dowiedziałem o konkursie, nosił nazwę Halo!Gra!My.


DzS: Myślałem, że wszyscy poza Kalibrem, WYP3 oraz Bolcem zostali wyłonieni w trakcie konkursu.


Jakiś tam backstage, jak przez mgłę pamiętam. Niemniej, służył on raczej jako szatnia, wszyscy wykonawcy i tak byli na sali i pochłaniali co się dzieje na scenie, a samo Run DMC przybyło chyba tuż przed swoim występem. W ogóle na sali kręciło się mnóstwo ludzi zainteresowanych hip-hopem, to był chyba jeden z pierwszych festiwali tego gatunku w Warszawie, no i w Polsce, na tak dużą skalę. Widziałem tam nawet Michała Urbaniaka. Wielu młodych kolesi, jak np. Eldo, którzy zakładali potem swoje zespoły, mieli chyba pierwszy kontakt na żywo z tą muzyką, właśnie podczas tego festiwalu. Jak wspominam sam pobyt na Rap Day? Hmm.. Przybyłem do Warszawy, do Colosseum, dzień wcześniej, ponieważ dzień wcześniej, miały się odbywać próby zespołów, o czym - czy przez niedomówienie organizatorów, czy też, przez moje roztargnienie - dowiedziałem się na drugi dzień. W pierwszym dniu, podałem im moje dane identyfikacyjne, wziąłem wszelkie glejty i się zawinąłem. Nazajutrz dopiero, dowiedziałem się, że całe Colosseum szukało Roberta D. Ową próbę i tak odbyłem już w dniu koncertu. Sam festiwal, był dla mnie zderzeniem niezbyt miłym z nowo powstającą Polską sceną hip-hopową. Gwiazdy typu Bolec, Kaliber 44 czy Wzgórze Ya Pa 3, oczywiście już znałem, i mniej lub bardziej je akceptowałem. W końcu byli to ludzie, którzy, tak jak ja, już od końca lat 80-tych, lub przynajmniej od początku 90-tych, siedzieli w tej muzyce i ją zgłębiali. Jednak gdy zobaczyłem owe amatorskie zespoły z Warszawy, to doświadczyłem pewnego zawodu. Większość z nich, miała aparycję młodych żulków spod klatek, sprawiających wrażenie, jakby o rapie dowiedzieli się, co najwyżej, na kilka miesięcy przed owym festiwalem. Ich poziom wokalny był wówczas dla mnie żenujący. Taki sposób rapowania uprawiałem na przełomie 89/90 roku, kiedy po raz pierwszy brałem do ręki mikrofon. Do tego, zetknąłem się u nich, także po raz pierwszy, z tą dziwną manierą wokalną, która później stała się warszawską normą, czyli obniżania wokalu i swoistego straszenia nim słuchacza. To miało chyba stwarzać respekt u odbiorcy, a przynajmniej tak mi się wydaje. Jednym słowem ja, który eksperymentowałem już wówczas z jazz'em, oraz bardziej zaawansowanym sposobem rapowania (co prawda z różnym skutkiem), byłem zawiedziony tym, co zobaczyłem. Jedyną osobą, która była wówczas wśród tej Warszawki kumata, to był Dj-Volt, on robił w zasadzie wszystkie bity tym koleżkom. Pamiętam, że jego podkłady mi się podobały, no ale to był koleś, który siedział w hop-hopie jeszcze w PRL-u, więc miał pewien poziom i nie był na tym festiwalu z przypadku, później miałem go nawet przyjemność poznać osobiście. Warto również dodać, że to tam zetknąłem się też, po raz pierwszy, ze swego rodzaju ekskluzywizmem warszawskiej sceny hip-hopowej. Gdy zaczął grać Thinkadelic z Łodzi (także w bloku amatorów), z sali pojawiły się gwizdy. Ci kolesie, robili naprawdę niezły i zaangażowany muzycznie rap. To był zespół, chyba na najlepszym poziomie z ówczesnych polskich składów rapowych.

Wielkie Dzięki! dla Roberta D, BBoy Solo, Decó, DJ Poetic Rock, DJ  Krime za pomoc.